sobota, 12 września 2009

Koniec wakacji...

Dosłownie. Dla mnie koniec wakacji troszeczkę się przeciągnął. Prawie jak za czasów studiowania. Ale udało się mniej więcej zrobić to co należało i co było priorytetem, czyli po pierwsze uruchomić stronkę Tacie (hehe, a co http://zielonyeden.pl) a po drugie... znaleźć pracę. I oczywiście to drugie zdarzenie jest równoznaczne z końcem wakacji.
A mogło być tak pięknie. Jeszcze bym sobie poleżał, pogotował, poobijał się, pograł w Fifę... Ale co się odwlecze to nie uciecze.
A tak na marginesie jakby kto chciał dzieciakowi fajne fotki porobić, to można walić do mnie drzwiami i oknami. A co tam, niech będzie nawet od strony podłogi. Pomysłów trochę mam, a portfolio moje samo się nie zrobi. Zawsze jakieś fotki wydębię za zgodą, a jak już to i kopa będę miał do roboty :)
Teraz robótka, pół roku na wyczerpującą pracę uśmiechająco - wciskającą i potem znowu będzie fajnie. Byle by podwaliny stworzyć. I do następnych wakacji :)

środa, 2 września 2009

Luz - blues w niebie same dziury

No to zaczęło się tak samo, jak się w czerwcu skończyło. Najfajniejsze jest to, że Maleńtas jest jeszcze w tym wieku, co to się człowiek cieszy, że idzie do szkoły. Ja już w tym wieku, w którym się człowiek cieszy, że to nie on musi do szkoły iść.
Na razie jeszcze wszystko jest świeże. Pełnia barw jeszcze gdzieś tam majaczy przed oczami, ale robi to soczyście. Błękit jest błękitem, zieleń zielenią, a purpura słońca - purpurą. Na razie, gdy zabraknie koloru, to można iść go sobie "odświeżyć". Jak sobie pomyślę, że lada chwila zacznie szaro buro lać z nieba strugami deszczu, a zaraz potem będzie w mieście ... nijak, to żal serce ściska, że do następnego lata tak daleko. Wiem, że generalnie 1/3 składu już ostrzy zęby na narciarski sezon, ale ja jakoś wolę lato. Lew jestem, to nie mam wyboru. Lubię ciepełko, lenistwo, różnorodność i takie tam.
Biorąc pod uwagę, że zmuszam się do szukania pozytywnych stron w otaczającym mnie krajobrazie, to muszę stwierdzić jednoznacznie, że jeszcze jest tak zwana aura przejściowa, czyli jesień, która, mam nadzieję, też trochę potrwa. Może się zdarzyć, że liście z drzew opadną w jedną noc, zaraz po kasztanach, ale jakoś mam przeczucie, że nacieszę się jesienią. Jeszcze moje szkło rządne kolorów. A póki co... gdzie ta płyta Urszuli... a jest...

niedziela, 16 sierpnia 2009

Lenistwo


Jakoś mi się po urlopie nie chciało nic twórczego robić. Dopadł mnie (całkiem niespodziewanie) marazm i ... uczucie beznadziejnej pustki twórczej powiązanej ze stanem ogólnej akceptowalności tego układu.
Zabrałem się więc za kilka spraw, aby stan wypędzić z siebie i powrócić do twórczej pracy. Kartka A4 to początek. Kilka punktów (takich jak wyklejanie sufitu płytkami cd, albo posprzątanie samochodu przed rozstaniem) było dość oczywistych. Reszta to, nawiasem mówiąc, spore wyzwania.
Za portfolio trzeba się wreszcie zabrać i posegregować to co jest do posegregowania, poszperać po gazetach i podzwonić tu i tam (być może są gdzieś inteligentni szefowie), porządnie potrenować Burnouta Dominatora i Tekkena i najważniejsze... poznać miasto na nowo.
To ostatnie dopisałem wczoraj, może przedwczoraj. Spacer, Ada z koleżanką, rower i kilka fotek. A na dodatek jeszcze przechadzka po ZOO. Nie poznaję tego miasta. No może jeszcze nie jest tak dramatycznie, jakby słowo wskazywało, ale fakt faktem architektoniczno - urbanizacyjnie zaczyna mi ono galopować.
Ostatnie 3-4 lata zdecydowanie mi uciekły. Tak to jest, jak się otoczenie ogląda z pozycji samochodowego fotela.

sobota, 18 lipca 2009

poniedziałek, 13 lipca 2009

Papiereczki

Właśnie zastanawiam się, czy już o tym nie pisałem. Nie cierpię, nie znoszę i nienawidzę papierków. Wszystkiego co z tym związane. Mam tu na myśli wypełnianie rachuneczków, picików, deklaracyjek, oświadczonek itp.
Normalnie szlag mnie trafia. A potem patrzę sobie, że zrobienie czegoś takiego kosztuje (cirka about) 200 peelenów. I znowu szlag mnie trafia. Tym razem z powodu tego, że wybrałem sobie cienki zawód. Było kochać papiereczki.
A teraz trzeba siedzieć nad pisaniem tomiska i kląć na czym świat stoi. I mam nadzieję, że napiszę to w 24 godziny. Potem przeczytam, poprawię i zaniosę. I będzie dobrze.
A na dodatek skupić się nie mogę, bo latorośl ćwiczy sobie singstara. Niech to ...

piątek, 3 lipca 2009

Byczo, kaczo i indyczo...

Porobiło się ciekawie, ponieważ generalnie koncepcja stawania na swoich własnych dwóch kończynach powoli nabiera rumieńców.
Generalnie rzecz ujmując będzie trzeba zapewne zająć się jednak czymś na dokładkę, ale myślę, że nie zajmie to zbyt wiele czasu. Sześć, może osiem miesięcy powinno wystarczyć, aby móc poświęcić się tylko swoim interesom.
Trzeba jeszcze zastanowić się nad koncepcją, którą roboczo nazwałem "ponadto". P0korne cielę dwie matki ssie, dlatego oprócz sali trzeba zająć się dodatkowymi możliwościami, które pozwolą w pełni wykorzystać potencjał(y). Jest kilka pomysłów, ale tu trzeba podopytywać się wśród znajomych i przyjaciół królika. No w końcu od czegoś tych znajomych się ma.
Dodatkowym atutem będzie możliwość pogadania i spotykania się na kawie, na co normalnie czasu oczywiście nigdy nie ma. Dotarło do mnie, że tak właściwie, to człowiek nie wie czym zajmują się ludzie dookoła, bo oczywiście spotykamy się, gadamy od czasu do czasu, gramy w piłę (dzisiaj piątek :D ), ale nie do końca jesteśmy świadomi tego, co kto robi. A jak potrzebujesz pomocy, to okazuje się, że można było przyjść do tego a tego i spytać.
Zaraz sobie zrobię jakąś bazę w excelu :)
Szczerze powiedziawszy zastanawiałem się, coby było, gdyby chcieć zaplanować taki interes od początku. Zająć się najpierw kupnem działki, potem postawieniem budynku, potem wyposażeniem itp, itd. Faktycznie bańki dwie to mogłoby być mało. Dzisiaj.
A na dokładkę trzeba marzyć "na zapas". Ja zajmuję się więc na razie w wolnych chwilach tym marzeniem. Nieźle mi idzie.

piątek, 19 czerwca 2009

Dwójeczka ... za dwa miesiące


"Jakoś poszło, Ośle, jakoś poszło". Cytat odnosi się oczywiście do mnie. Pierwsza klasa się skończyła. Poligon jak cholera dookoła, bo to i pociski składek śmigają i odłamkiem zadania matematycznego się dostało, zasieki zajęć dodatkowych przeszło, czytanie planów batalistycznych ćwiczyło, pierwszą tygodniową izolację w nieprzyjacielskim terenie przeżyło, a zdarzyło się także rozkaz wydać podniesionym głosem i samego siebie hamować, gdy rozkaz był niewykonalny.
Teraz czekają nas inne strategiczne cele do realizacji. Można pełną piersią wykrzyknąć hasło "wakacje" i dać nura w te rzeczy, które przez 10 miesięcy są niedostępne. Jakiś wypad pod namiot by trzeba zrobić, połazić po lesie z kompasem, wykąpać się w jeziorze, zapolować na dzika lub sarnę. Dwa miesiące tylko dla niej. Bo potem już będzie pod górę. Na wszelki wypadek książki do drugiej klasy już mam i będę studiować przez wakacje. Patrząc na medale z pierwszej klasy będziemy za rok wspólnie prężyć pierś po odbiór następnych. A że cytatem mnie poruszającym zacząłem, to takim też skończę. "Jestem strażnikiem błądzących dusz, jestem mocarny, ponętny, i niezniszczalny".